Jadąc autobusem na lodowisko zaczęłam przypominać sobie wydarzenia z klubu. Tak jak myślałam spotkałam Wojtka. Miałam ochotę od razu go uderzyć, choćby spoliczkować. Jednak, gdy zobaczyłam uwieszoną na jego ramieniu pannę powstrzymałam się. Powtarzałam sobie "on nie jest tego wart, on nie jest tego wart!". Na początku udawało mi się zachowywać z klasą, ale gdy ten OSOBNIK ciągle kręcił się w moim otoczeniu, zaczynałam tracić cierpliwość. Przyjaciółki powtarzały mi, żebym dała sobie z nim spokój, że on jest kompletnym zerem. Dobrze o tym wiedziałam, ale szlag mnie trafiał, gdy widziałam, że już sobie znalazł jakąś lafiryndę, a na mnie nawet najwięksi brzydale nie patrzą. Miałam wrażenie, że cały wieczór był stracony, gdy nagle zauważyłam, że siedzący przy barze chłopak wpatruje się we mnie. Wyglądał na dwadzieścia, może dwadzieścia dwa lata. Starałam się na niego nie patrzeć, ale był po prostu niesamowity. W pewnym momencie podszedł, podczas gdy ja rozmawiałam z przyjaciółką. Szepnął jej coś na ucho, ona uśmiechnęła się i już jej nie było. Zostaliśmy we dwoje. Spytał, czy jestem tu sama, a gdy powiedziałam, że w kwestii chłopaków owszem, on chwycił mnie za rękę i zaprowadził na niższe piętro. Siedliśmy w loży dla VIP'ów. Na początku byłam trochę zdenerwowana, zaskoczyła mnie ta cała sytuacja. Jednak po chwili rozmowy doszłam do wniosku, że to rewelacyjny facet. Nie tylko z wyglądu. Miał na imię Michał i miał - zgodnie z moimi przewidywaniami- dwadzieścia lat.
Przegadaliśmy cały wieczór. Gdy impreza zbliżała się do końca wymieniliśmy się numerami. Nie robiłam sobie specjalnych nadziei, żeby później nie czuć rozczarowania. Jednak trzeba być optymistycznie nastawioną.
Następnego dnia około dziesiątej rano dostałam sms'a. Michał. "Pierwszy raz w życiu tyle gadałem w klubie. Jednak z tak fascynującą osobą jak Ty mógłbym rozmawiać cały czas. :) " Uśmiechnęłam się do siebie. Fascynująca osoba. Zapowiada się interesująco.
niedziela, 3 lutego 2013
sobota, 12 maja 2012
5.
Zaabsorbowana najnowszymi wydarzeniami powstałymi na twarzoksiążce, nie zauważyłam, że zaczął padać śnieg. Nagle mój telefon zaczął skakać po biurku. SMS. Na wyświetlaczu widniała taka oto wiadomość, której nadawcą był Bartek: "Wyjrzyj za okno! Śnieg!". "No i czym się tu podniecać? Znowu będzie zimno! :( " - odpowiedziałam. Bartek był moim kolegą jeszcze z podstawówki. Nie widzieliśmy się parę lat, ale zawsze, gdy miałam zły humor, on potrafił mi go poprawić. Na chwilę oderwałam wzrok od laptopa. Tak bardzo tęskniłam za niektórymi osobami. Chciałabym się z nimi spotkać, porozmawiać. Jednak zawsze coś wypada, nie ma czasu, jest mnóstwo innych spraw. Tylko czy naprawdę są one ważniejsze? Realizowanie planów, marzeń jest przyjemne i miłe, ale tylko wtedy kiedy można się tym z kims podzielić. Chwyciłam telefon i wybrałam numer Bartka.
-"Hej. Masz dzisiaj czas?"
-"Od 14:00 jestem wolny."-odpowiedział. Spojrzałam na zegarek. 13:45.
-"Więc przy lodowisku o 14:30. Co Ty na to?"-spytałam.
-"Nie ma sprawy. Do zobaczenia."
poniedziałek, 12 marca 2012
4.
Kompletnie mnie nie zauważał. Kręcił się, zaglądał do wszystkich pokoi, coś powiedział do dzieci, coś do żony, nawet do mojej mamy się odezwał. A ja byłam dla niego jak powietrze.
Nagle w wiadomościach usłyszałam o jakimś tragicznym wypadku. Samochód przełamany na pół. Na szczęście kierowca przeżył.
-"Co za kretyn!"-odezwał się. W końcu. Po prawie godzinie czekania Przemek powiedział coś w mojej obecności.
-"Tak. Za grosz wyobraźni."-odpowiedziałam od niechcenia. Wtedy usiadł koło mnie i swoimi czarnymi jak noc oczami wpatrywał się w moją twarz. Uniósł dłoń i zaczął gładzić nią mój rozpalony do czerwoności policzek. Wyraz jego twarzy świadczył o tym, że i on był tak samo niepewny, zdenerwowany i ... W tym momencie do pokoju wbiegła Basia-jego córka.
-Tato! Patka nie chce mi dać komputela!-krzyknęła swoim wysokim głosikiem wskakując mu na kolana.
-Patrycja masz natychmiast puścić Basię!-wstając wziął małą na ręce i poszedł z nią do pokoju dziewczynek.
"On ma dzieci! Żonę! Rodzinę!"-powtarzałam sobie w myślach. Nie było żadnych rezultatów. Wprost przeciwnie. Zaczęłam sobie wyobrażać jak mogłyby wyglądać nasze dzieci. Moje i jego. Wiedziałam, że to nie jest normalne. Ale jak można być normalną, będąc tak bezgranicznie zakochaną? Czułam, że nie jestem mu obojętna. Byłam tego coraz bardziej pewna.
środa, 28 grudnia 2011
3.
Związałam włosy w wysokim kucyku, oczy zostały idealnie podkreślone kredką o tajemniczej nazwie "karaibska idylla", usta pomalowałam delikatnie różowym błyszczykiem. Do czarnych legginsów założyłam bluzkę z napisem "od jutra będę grzeczna" i tak "odpicowana" weszłam do klubu.
Cały poprzedni dzień zastanawiałam się co powiem, kiedy spotkam Wojtka. Bo to, że go spotkam było nieuniknione. Rozpatrywałam czy przywitać go serdecznie czy od razu zaserwować mu prawy sierpowy prosto w jego garbaty nos. Po tym co zrobił i jak kompletnie mnie teraz nie szanuje-miałam coraz większą ochotę na znokautowanie go.
NALEŻAŁO MU SIĘ!
środa, 7 grudnia 2011
2.
W sylwestra znowu do nich przyszłyśmy. Ja z mamą. I tym razem nie spodziewał się, że będę tak wyglądać.
-Dobry wieczór Panie Przemku. -przywitałam się niepozornie.
-Cześć Justynko.-odpowiedziała za niego Aldona-jego żona.
Po raz kolejny TAK na mnie spojrzał. Tak jak wtedy. Poczułam dreszcze na całym ciele.
Gdy byliśmy we dwoje w kuchni Przemek nagle podszedł i objął mnie. Miałam wrażenie, że czas stanął w miejscu. Z drugiej strony zastanawiałam się dlaczego to zrobił. Kiedy usłyszał, że ktoś idzie w kierunku kuchni puścił mnie i zaczął wyjmować talerze z szafki. W drzwiach stanęła jego żona. Podeszła do niego i pocałowała go. Nie mogłam na to patrzeć. Wyszłam do pokoju obok.
Moje ostatnie spotkanie z Wojtkiem wyglądało mniej więcej tak. Chwila rozmowy pełna wzajemnych "serdeczności". Na koniec zdanie, które okropnie zabolało. "Z takim charakterem nikt Cię nie zechce." Co za imbecyl. Czy nie zranił mnie już wystarczająco mocno? A jednak miał trochę racji. Muszę sie zmienić. Cholera.
poniedziałek, 5 grudnia 2011
1.
Zauważyłam, że na mnie patrzy. Spojrzałam na niego. Mogłam się wpatrywać w jego czarne oczy. Uśmiechał się. Nie byłam mu obojętna. Nie mogłam być. Gdy weszłam, gdy zobaczył, że wyglądam inaczej niż zwykle, że mam kwiat we włosach, że jestem piękna, nie ukrywał zdziwienia. Myślał, że będę wyglądać tak jak zwykle. Normalna córka sąsiadki. Tak naprawdę nie ubrałam się tak specjalnie. Tak po prostu wyszło. Podobałam mu się taka. Widziałam to w jego oczach. W jego pięknych oczach. Ale teraz gdy siedzieliśmy przy stole, wszyscy razem on, jego babka, matka, żona, córka i moja mama wraz ze mną, gdy tak na mnie patrzył... Było coś w jego spojrzeniu. To COŚ nie dawało mi spokoju. Spojrzał na mnie w ten sposób tylko raz. Ale to mi wystarczyło.
Nie mogłam spać. W głowie bez przerwy miałam to jego cudowne spojrzenie...
Rano zadzwoniłam do Wojtka. Nie wiem po co. Chyba po to, by kompletnie się dobić. Usłyszałam jej głos w tle. Wiedziałam, że tam jest. Sam mi to elokwentnie oznajmił. Nienawidziłam go. A jednocześnie byłam tak strasznie zazdrosna. On był mój. Jest mój! Jak mógł nazwać mnie nimfomanką. Przecież sam bez przerwy wkładał mi ręce pod bluzkę. A teraz wszystko zrzuca na mnie. Że to ja bez przerwy tego chciałam. Że to przez to ze mną zerwał. Nie wpędzi mnie w poczucie winy, o nie. To wszystko w jego ustach brzmi tak jakbym go do tego zmuszała, a on biedny chłopiec nie mógł nic zrobić tylko być posłuszny. Pewnie taką wersją uraczył wszystkich swoich i naszych wspólnych znajomych, by jak najbardziej mnie oczernić, a siebie oczyścić z zarzutów. PALANT.
Nie mogłam spać. W głowie bez przerwy miałam to jego cudowne spojrzenie...
Rano zadzwoniłam do Wojtka. Nie wiem po co. Chyba po to, by kompletnie się dobić. Usłyszałam jej głos w tle. Wiedziałam, że tam jest. Sam mi to elokwentnie oznajmił. Nienawidziłam go. A jednocześnie byłam tak strasznie zazdrosna. On był mój. Jest mój! Jak mógł nazwać mnie nimfomanką. Przecież sam bez przerwy wkładał mi ręce pod bluzkę. A teraz wszystko zrzuca na mnie. Że to ja bez przerwy tego chciałam. Że to przez to ze mną zerwał. Nie wpędzi mnie w poczucie winy, o nie. To wszystko w jego ustach brzmi tak jakbym go do tego zmuszała, a on biedny chłopiec nie mógł nic zrobić tylko być posłuszny. Pewnie taką wersją uraczył wszystkich swoich i naszych wspólnych znajomych, by jak najbardziej mnie oczernić, a siebie oczyścić z zarzutów. PALANT.
Subskrybuj:
Posty (Atom)