środa, 8 października 2014

30.

    Ze snu wyrwał mnie dzwonek telefonu. Zapobiegawczo spojrzałam na wyświetlacz, jednak zobaczyłam na nim to, czego się spodziewałam. Nieodebrane połączenie od Michała. Trzydzieste w ciągu czterech dni. Gdy poczułam, że wielka gula ściska mi gardło, a oczy zaczynają piec, odłożyłam telefon na szafkę nocną, położyłam głowę na poduszce i zacisnęłam powieki. „Nie płacz, nie płacz, nie płacz”. Powtarzałam sobie tysięczny raz. Tysiąc jeden, tysiąc dwa, tysiąc trzy... Byłam tak wykończona po przepłakanej nocy, że po chwili zasnęłam.

    Nie wiem, ile spałam. W pewnym momencie poczułam zapach gorącej czekolady. Powoli otworzyłam oczy i zobaczyłam mamę zbierającą zużyte chusteczki z podłogi. Na stoliku stał kubek z parującym napojem, a obok niego talerz z moim ulubionym jabłkowo- czekoladowym ciastem. Gdy mama spojrzała w moją stronę, zdobyłam się na delikatny uśmiech.
-Nie musisz tego robić, niedługo wstanę i posprzątam. - powiedziałam.
-I tak już kończę. Zjedz i wypij póki ciepłe. - powiedziała uśmiechając się.
-Która godzina?-spytałam.
-Trzynasta. Co zjesz na obiad?
-Nie jestem głodna.
-Spałaś ponad dwanaście godzin. Musisz coś zjeść. Ciastko to za mało.- powiedziała stanowczo.
-Naprawdę nie jestem głodna.
-No dobrze, zastanów się i daj mi znać.
-Dobrze. Dziękuję.-powiedziałam.
-Nie przejmuj się, faceci to palanci.-uśmiechnęła się.

    Gdy doszłam do wniosku, że mogę na chwilę przerwać maraton spania, ubrałam się i poszłam do kuchni. Tam znalazłam talerz zupy i kartkę od mamy.

Dzwonili z pracy. Wrócę późno. Pamiętaj, główka do góry.
Kocham Cię, mama.”

    Po posiłku zawarłam ze sobą poważną umowę. Nie będę myśleć o kretynie. Tak, łatwo mówić. Szukając zajęcia, które zajęłoby moje myśli choć przez chwilę, podeszłam do regału z książkami i rzuciłam okiem na tytuły. Miłość, miłość, miłość. Hmm, szukanie zajęcia nie będzie takie proste. Przeszłam do szafki z filmami. Miłość, walentynki, miłość, ślub, miłość. Grrr... Oszaleć można! Spokojnie. Tylko spokojnie. Opanuj ściśnięte gardło. Oddychaj. Wdech i wydech, wdech, wydech. I jeszcze raz. Spokojnie, nie poddajemy się. Szukam dalej. Może muzyka? Włączyłam pierwszą z brzegu płytę. „Miłość jest wszędzie, miłość jest wszystkim, miłość jest najważniejsza, kocham cię”... Z impetem wyłączyłam muzykę. Sięgnęłam do barku i wyciągnęłam butelkę wina.

    -Justynko? Hej, Justyna?- usłyszałam koło siebie czyjś głos. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że głos należy do Michała. Próbowałam zerwać się na równe nogi, ale rozstrojony żołądek sprowadził mnie w dół.
-Skąd się tu wziąłeś? Kto cię tu wpuścił? Chyba wyraziłam się jasno, że nie chcę cię oglądać.-krzyknęłam.
-Chciałem z tobą porozmawiać. Widziałem, że świeci się światło, ale nikt nie podchodził do drzwi, gdy pukałem. Okazało się, że drzwi nie są zamknięte, więc wszedłem i zobaczyłem cię leżącą na podłodze, jak się okazuje – kompletnie pijaną.-powiedział z lekkim rozbawieniem.
-Kto tu jest pijany?! Czuję się świetnie, myślisz, że jedno wino i już po mnie? Byłam po prostu zmęczona, dlatego zasnęłam. Byłam zmęczona, bo ciągle wydzwaniasz i nie dajesz mi spać!-krzyknęłam. Miałam go dosyć, robiło mi się niedobrze na jego widok.
-Ok, skoro tak dobrze się czujesz, to może wreszcie porozmawiamy. Myślałem, że popsuł ci się telefon, ale z tego co mówisz, po prostu mnie ignorujesz. - powiedział poważnym tonem.
-Nie mam ochoty z tobą rozmawiać.- poziom obrzydzenia wzrastał. Czułam jak żołądek podchodzi mi do gardła.
-Justynko proszę cię... To był tylko jeden raz..- nie mogłam patrzeć w jego oczy. Wiedziałam, jak bardzo jest mu przykro. Sprawiał, że miałam wyrzuty sumienia. Że niby to ja jestem ta zła.
-Wyjdź. Myślisz, że wystarczy tylko przepraszam? Liczą się czyny.-powiedziałam stanowczo. W tym momencie spojrzałam na niego. Poczułam, jak dotyka mojej ręki. Po całym ciele przeszedł mnie dreszcz, a w oczach poczułam łzy.
-Zostaw mnie..-powiedziałam słabo. Delikatnie dotknął mojego policzka, po czym przyciągnął mnie do siebie.
-Kocham cię.- wyszeptał i pocałował mnie. Najpierw ostrożnie, jakby badając moją reakcję, a ja zaskoczona po prostu poddałam się emocjom. Subtelny pocałunek stał się namiętny.

    Obudziłam się wtulona w ukochane ramiona Michała. Odwróciłam się twarzą do mojego mężczyzny. Obserwowałam jak się budzi. Tak bardzo go kochałam. Wciąż z tyłu głowy miałam włączony cichy alarm „zdradził cię”, ale w tej chwili próbowałam go wyłączyć. Chciałam, żeby tak było już zawsze.
-Hej śliczna.- uśmiechnął się. -Mówiłem ci już, że cię kocham?
-Dziś jeszcze nie. - odpowiedziałam. Pocałował mnie delikatnie, wstał i zaczął się ubierać.
-Gdzie idziesz?
-Muszę iść do pracy, ale później znów przyjdę.- powiedział z szelmowskim uśmiechem.
-Ok, trzymam za słowo. Pamiętaj, że nadal jesteś na cenzurowanym.-ostrzegłam.

-Trzymaj się, śliczna.-odparł i po chwili już go nie było.

czwartek, 31 lipca 2014

29.

   Wróciłam do przymierzalni i powiedziałam Michałowi, że muszę pomóc mamie. Nie krył zdziwienia, ale umówiliśmy się, że zadzwoni do mnie wieczorem. Chwilę póżniej byłam przez centrum handlowym. Miałam wrażenie, że się duszę. Kręciło mi się w głowie. Chciałam krzyczeć, miałam ochotę kopnąć w ścianę budynku. Świat wirował wokół mnie, a ja nie mogłam go zatrzymać.
   Gdy dotarłam do domu, łzy już trochę przyschły, choć oczy nadal miałam czerwone. Mama wołała mnie do kuchni, ale ja wolałam jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju. Położyłam się na łóżku, przykryłam kołdrą i pragnęłam zniknąć.
   Nie wiem ile czasu tak leżałam, ale nagle usłyszałam, że drzwi pokoju otwierają się. Nie miałam ochoty nikogo widzieć, ani z nikim rozmawiać, więc zacisnęłam powieki, udając, że śpię. Słyszałam, że osoba w moim pokoju położyła coś na podłodze, a następnie podeszła do łóżka i usiadła na nim. Po chwili położyła się i objęła mnie. Wzdrygnęłam się, gdy poczułam perfumy Michała. Próbowałam się odsunąć, lecz on tylko przycisnął mnie mocniej do siebie.
-Puść mnie. - powiedziałam stanowczo.
-Dlaczego? Co się stało? Wiem, że mama nie mówiła ci, że masz wrócić wcześniej do domu.- odpowiedział spokojnym tonem.
-Odejdź.
-Co się dzieje? -spytał zmartwiony.
-Zostaw mnie w spokoju.
Łzy dawno zniknęły, a zamiast nich pojawiła się wściekłość. Michał najwyraźniej domyślił się, że sprawa jest poważna. Usiadł na łóżku, delikatnie odwrócił mnie w swoją stronę i powiedział:
-Justyna, co jest? - powiedział wyraźnie zdenerwowany.
-Chyba powinieneś już iść.
-Słucham?! - sprawiał wrażenie zaskoczonego.
-Przecież masz już plany na dzisiejszy wieczór. - odparłam spokojnie, chociaż wewnątrz aż kipiałam ze złości.
-O czym ty mówisz?!
-Widziałam tą wiadomość, jak wzięłam od ciebie telefon. Nie szukałam w skrzynce, po prostu się pojawiła. - próbowałam wyjaśnić, jednak stwierdziłam, że nie muszę mu niczego tłumaczyć. - Idź, idź do tej, która nazywa cię "kochanie". -wykrzyczałam.
-Ale... - czyżby jednak winna była moja nadinterpretacja? -Justynko... - może to tylko nieporozumienie? - Ja... Tak bardzo cię przepraszam. - iii... koniec. To nie ja byłam winna, tylko on. Złamas, który twierdził, że jest ze mną w związku. Kutafon, który leży w moim łóżku. Nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie. Nie zniosę tego. Mam wrażenie, że ktoś wylał mi na głowę kubeł zimnej wody.
-Justynko...
-Coś ty powiedział?! Przepraszasz? Za co dokładnie? -spytałam wściekła.
-Ja...
-Już to mówiłeś. -powiedziałam zirytowana.
-Przysięgam, to był tylko jeden raz, który już się nie powtórzy. Kocham cię. -bronił się. W tym momencie naprawdę to do mnie doszło. To nie jest nieporozumienie. Tego nie da się wyjaśnić czy usprawiedliwić. Odkąd zobaczyłam tego nieszczęsnego smsa próbowałam wytłumaczyć sobie, że ktoś na pewno pomylił numery, że to żart, błahostka.
-Jak długo trwa twój... twoja... to bagno? -nie byłam w stanie nazwać tego inaczej.
-To był tylko jeden pijacki wybryk. Tylko jeden. Jakiś miesiąc temu. Tylko raz. Naprawdę. -odpowiedział.
-Tylko jeden?! Ta cholerna wiadomość świadczy o czymś innym!- nie mogłam uwierzyć, że od miesiąca mój mężczyzna zabawia się na boku z jakąś dziwką. Poprawka - sukinsyn, zwany kiedyś moim mężczyzną, zabawia się na boku z jakąś lafiryndą.
-Przysięgam! To był tylko jeden raz! Jakimś cudem zdobyła mój numer, wydzwania do mnie wieczorami, ubzdurała sobie, że chcę z nią być i co chwilę przesyła takie wiadomości. Nie widziałem się z nią ani razu od tamtej pory, nie reaguję na smsy, nie odbieram telefonów. - wykrzyczał, próbując odepchnąć zarzuty. Odwróciłam głowę w przeciwnym kierunku, nie mogłam już na niego patrzeć. Perspektywa Michała w łóżku z tą... sprawiała, że zbierało mi się na wymioty. Siedzieliśmy chwilę w milczeniu, a gdy spróbował coś powiedzieć, spojrzałam na niego ze łzami w oczach, zamachnęłam się i zebrawszy wszystkie siły wymierzyłam mu siarczysty policzek.
-Wynoś się. - powiedziałam stanowczo.

Spojrzał na mnie zaskoczony, zabrał swoje rzeczy z podłogi i wyszedł.

28.

   Około ósmej rano pojechałam do domu babci Agaty. Byłam rozdarta pomiędzy tym, co podpowiadał mi rozum, a tym co mówiło serce. Wiedziałam, że musi wyjechać, że jej mama chce zacząć od nowa, że jeśli zostaną w domu jej ojciec znowu będzie próbował prosić o pieniądze. Z drugiej strony... przyjaźniłyśmy się od tylu lat, była dla mnie jak siostra, nie byłam w stanie wyobrazić sobie życia bez niej.. Stop. Chwila moment. Tu nie chodzi o mnie. Chodzi o Agatę, jej rodziców i jej życie. Nie moje. To jej codzienność zmienila się z dnia na dzień, a ja zamiast być dla niej siostrą, byłam... Kim? Nieznajomą? Zostawiłam ją samą, by móc cieszyć się miłostkami. Ot przyjaciółka.
   Gdy dojechałam na miejsce przed domem stały walizki i kilka pudeł. W pewnym momencie drzwi otworzyły się i zobaczyłam mamę Agaty niosącą pokrowiec wypchany sukienkami, żakietami i koszulami.
-Dzień dobry. - przywitałam się.
-Dzień dobry Justynko.-odpowiedziała. -Agata jest na piętrze.- powiedziała wskazując dom.
    -Pomóc?-spytałam wchodząc do pokoju. Na podłodze leżało kilka zapełnionych pudeł i jedna, w połowie spakowana walizka.
-Hej, nie, nie trzeba. -odpowiedziała z uśmiechem. Usiadłam na łóżku i bez owijania w bawełnę odparłam:
-Gdzie będziecie mieszkać?
Agata zaśmiała się i powiedziała:
-Na razie nie mogę powiedzieć, ale jak tylko dojadę, wyślę ci pocztówkę z adresem.
   Po zniesieniu wszystkich pudeł i spakowaniu ich do samochodu, po pożegnaniu, które nie miało końca, pojechałam do hotelu. Okazało się, że Michał spakował wszystkie nasze rzeczy i opłacił nasz pobyt.
-Ile kosztował nasz mały wypad? -spytałam sięgając po torebkę, gdy byliśmy już w samochodzie.
-Uspokój się. - powiedział stanowczo, powstrzymując mnie przed wyjęciem portfela.
-Nie wygłupiaj się, jesteśmy tu tylko z mojego powodu. Ile?
-To ty się nie wygłupiaj. Nie ma o czym mówić.
   Po powrocie do domu spodziewałam się dożywotniego zakazu wychodzenia z domu, jednak spotkała mnie miła niespodzianka. Mama oczywiście była zła, że od razu nie powiedziałam jej o swoim pomyśle, jednak rozumiała, jak ważna jest dla mnie Agata i wobec zaistniałych okoliczności (wyjazd Agaty, to, że nie pojechałam sama, miałam pieniądze i miejsce do spania, nie imprezowałam) skończyło się na podniesionym głosie. Gdy wreszcie trafiłam do swojego pokoju, włączyłam komputer i otworzyłam stronę hotelu, w którym mieszkaliśmy. Spojrzałam na cenę za jedną noc i po przekalkulowaniu wyszła mi dość niebotyczna kwota. Całe szczęście, że w tym miesiącu nie używałam karty. Dzieląc kwotę naszego pobytu na pół wyszło dokładnie tyle, ile miałam na koncie.

   Następnego dnia poszłam do bankomatu i z ciężkim sercem wypłaciłam pieniądze. Dobrze wiedziałam, że te pieniądze dostałam po to, by móc zapłacić za taksówkę lub jedzenie, gdybym nie miała jak wrócić do domu, w razie klęski żywiołowej lub innego wypadku. Tymczasem muszę zapłacić za niezaplanowaną wycieczkę. Trudno, byłam w potrzebie. Wzięłam pieniądze i zadzwoniłam do Michała.
-Hej, gdzie jesteś? -spytałam, gdy odebrał.
-Hej, nie zgadniesz, co robię.-powiedział z rozbawieniem.
-Zaskocz mnie.
-Kupuję ubrania. A raczej próbuję kupić.
Myślałam, że się przesłyszałam. Co prawda Michał ubierał się świetnie, jednak dobrze wiedziałam, że robienie zakupów było dla niego istną męką. Wolał borowanie dokanałowe niż wejście do przymierzalni.
-I jak idzie? - spytałam niepewnie.
-Zaraz oszaleję w dziale z koszulami. - odpowiedział spokojnym tonem.
-Spokojnie, zaraz będę. - powiedziałam i ruszyłam w stronę centrum handlowego.
   Na miejscu zobaczyłam wyraźnie zirytowanego Michała z naręczem koszuli i spodni.
-Hej, może pomóc? -spytałam. Uśmiechnął się z ulgą i ruszył do przymierzalni. Gdy wyszedł, by przejrzeć się w lustrze, włożyłam mu do portfela swoją część opłaty za hotel. Nagle zadzwonił mój telefon. Zdążyłam tylko zobaczyć, że dzwoni mama i telefon wyświetlił komunikat o rozładowanej baterii, a następnie wyłączył się.
-Michał, mogę zadzwonić z twojego telefonu? - zapytałam.
-Jasne, jest w kieszeni kurtki.-odpowiedział.
Wyszłam ze sklepu, żeby słyszeć coś więcej niż muzykę i zaczęłam wybierać numer mamy. Nagle pojawił się sms o treści: "Hej przystojniaczku, widzimy się dziś wieczorem?". Zamarłam.

środa, 12 marca 2014

27.

   Czułam się … okropnie.. paskudnie.. nie wiedziałam, co powinnam powiedzieć, co zrobić.. Świat mojej przyjaciółki zawalił się, a ja ją zostawiłam. Brawo, popisałaś się Justynko. I ty jeszcze śmiesz nazywać siebie jej przyjaciółką?
-Bardzo, bardzo, bardzo Cię przepraszam. Bardzo. – wydukałam. Co za banał. Mogłabyś się bardziej wysilić po całkowitym olaniu tej biednej dziewczyny! Miałam wrażenie, że mój mózg zaraz eksploduje. Wyrzuty sumienia i poczucie winy sparaliżowały całe moje ciało. Pierwszy raz w moim życiu, moja głowa współpracowała z moim sercem. W obydwu tych miejscach czułam przeszywający ból. Z oczu pociekły mi łzy.
-Och, jestem na ciebie taka wściekła, a ty rozbrajasz mnie płaczem. Jesteś bezczelna! – krzyknęła Agata i mocno mnie objęła. Mało nie straciłam równowagi, nie spodziewałam się takiej reakcji. No dobra, czas wziąć się w garść i spróbować udowodnić, że nie jestem skończoną egoistką.
-Powiedz mi, czy mogę ci jakoś pomóc? Nie wyjeżdżaj, nie wyjeżdżajcie. Musi być jakieś wyjście! – rozpaczliwie poszukiwałam w głowie rozwiązania. Agata uśmiechnęła się, wzięła głęboki oddech i powiedziała:
-Bardzo chciałabym zostać, ale już za późno. Mama chce zacząć od nowa, ja też. Wyjeżdżamy za kilka dni.
Tych kilka słów było jak uderzenie pięścią w brzuch.
-Nic nie zmieni twojej..waszej decyzji? –spytałam. Gdzieś w środku miałam jeszcze malutką iskierkę nadziei.
-Nie, przykro mi. Przepraszam cię, ale muszę wracać do pakowania. – widziałam, że już się na mnie nie gniewa, ale jednocześnie wiedziałam, że najprawdopodobniej widzimy się po raz ostatni. Agata podeszła do szafki, otworzyła ją, zaczęła wyjmować z niej ubrania i wkładać je do wielkiej walizki leżącej obok łóżka.
-Czyli to koniec? Już więcej się nie zobaczymy? – nie mogłam w to uwierzyć, była dla mnie jak siostra.
-Jestem pewna, że jeszcze kiedyś się spotkamy. Gdy tylko mama wyjdzie z finansowego dołka, ściągnę cię do siebie na długie wakacje.- uśmiechnęła się i podeszła do mnie. – Uwierz mi, tak będzie lepiej. Nie mogę pozwolić, żeby mama wyjechała sama, ale nie chcę, żeby przeze mnie miała jeszcze większe problemy. Zobaczysz, czas szybko zleci.
-No dobrze. Pamiętaj o mnie. –powiedziałam i mocno ją uścisnęłam.


    Drzwi pokoju hotelowego starałam się otworzyć najciszej jak potrafiłam. Po omacku dotarłam do łazienki, tam włączyłam halogeny przy umywalce. Umyłam zęby, zmyłam makijaż i weszłam pod prysznic. Gdy poczułam na ciele gorący strumień wody nie wytrzymałam i zaczęłam płakać. Nie wiem ile czasu stałam w kabinie, ale po dłuższej chwili usłyszałam, że ktoś  wchodzi do łazienki. Michał rozsunął drzwi prysznica, zakręcił wodę, wyprowadził mnie i owinął wielkim, puszystym ręcznikiem.
-Już dobrze, spokojnie, jestem tu.- powiedział spokojnym, kojącym głosem. Zdjął ze mnie ręcznik, pomógł mi ubrać się w piżamę i zaprowadził do łóżka.
-Ona wyjeżdża. Ja.. ja wszystko popsułam.. – powiedziałam ochrypłym głosem.
-Cii, nie rozmawiajmy teraz o tym. Połóż się i spróbuj zasnąć, porozmawiamy rano.- powiedział i przykrył mnie kocem.


   Nie wiem, ile spałam. Nie wiem nawet kiedy zasnęłam. Nie wiem, o której wróciłam. Po przebudzeniu wykonywałam wszystkie czynności mechanicznie – wstałam, umyłam się, pomalowałam, ubrałam. Przy śniadaniu, zupełnie obojętnym tonem wyjaśniłam Michałowi, co się wczoraj stało. Wiedziałam, że nic nie mogę zrobić. Czułam się bezsilna.
-Wracamy do domu?- spytał nagle Michał.
-Co? Ale jak to?- spytałam zdezorientowana. No tak głupia, nie jesteś w domu, tylko w obcym mieście. Mama pewnie odchodzi od zmysłów, bo ani razu nie raczyłaś się z nią skontaktować. Brawo!
-Cholera, mama! – wyrwało mi się, niestety ciut za głośno i część klientów restauracji spojrzała na mnie z oburzeniem. – Przepraszam. – mruknęłam pod nosem.

-Spokojnie, dzwoniłem do niej.- powiedział Michał i uśmiechnął się do mnie pokrzepiająco. Rany, czy ja naprawdę jestem z tym facetem? Jak to możliwe? Taki cudowny, wspaniały, wspierający i …mój?